poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Nowa Europa: bomba demograficzna i rezerwaty autochtonów

„Przecież i ja ziemi tyle mam,
Ile jej stopa ma pokrywa,
Dopokąd idę!..."   

                             -  „Pielgrzym”  -  Cyprian Kamil Norwid




Kiedy odwiedzałam księgarnię Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver, przykuła moją uwagę książka znanego publicysty Marka Steyna „Ameryka samotna.  Koniec świata, jaki znamy”.  Precyzyjnie dokumentująca demograficzne zwycięstwo muzułmanów nad rozrodczo ginącym światem Zachodu.  Kiedy poprosiłam o książkę, sprzedawczyni o liberalnym spojrzeniu, obrzuciła mnie podejrzliwym wzrokiem i skomentowała mój wybór następująco: „to kontrowersyjna książka, czy tak naprawdę Pani chce ją kupić?”

W czymże zawinił liberałom Zachodu ten wypełniony statystykami bestseller New York Times’a?
Na naszych oczach muzułmanie przeobrażają Europę w sposób, jeszcze dziesięć lat temu niewyobrażalny.  Dewastująca Stary Kontynent emigracja i siła rozrodcza potomków proroka Mahometa nie są jednak same w sobie źródłem tej transformacji.  Co jest przyczyną nadzwyczajnego powodzenia tego galopującego islamskiego imperializmu?

Każdy, kto chce widzieć dostrzega, że duch Europy - duch Dantego, da Vinci czy Bacha - dławiony jest bezlitośnie przez moralnie relatywistyczny, post-modernistyczny światopogląd.  Światopogląd zachęcający do obojętności religijnej, zwłaszcza w odniesieniu do chrześcijaństwa.  Definiującą charakterystyką współczesnego społeczeństwa europejskiego (pytanie, czy jeszcze ciągle narodów europejskich?) staje się na naszych oczach, zrodzona przez laicki humanizm, apatia religijna.  Apatia ta stwarza w Europie gigantyczną próżnię duchową.  I tę duchową próżnię nie tylko chce, ale jest zdeterminowany do końca wypełnić islam.  A może już wypełnia, bo całe narody zamiast zmuszać przybyszów do asymilacji, przystosowują się do nich same.
Prawo islamskie zostało oficjalnie zaadoptowane we Wielkiej Brytanii, gdzie tajne sądy sharii mają już prawo decydować w przypadku muzułmanów.  A sam arcybiskup Canterbury przyznaje, że „adaptacja” niektórych aspektów prawa sharii „wydaje się być nieunikniona”.  Prawodawstwo kanadyjskiej prowincji Ontario tylko dlatego niedawno odrzuciło prawo szarii, że sprzeciwiło się temu stowarzyszenie kobiet islamskich w Kanadzie, które nie chce powrotu do niewolnictwa.   

Rząd Francji, która „gości” 6 milionów legalnych i tyleż nielegalnych muzułmanów, stracił kontrolę nad tzw. „les banlieues”, gęsto zaludnionymi zbiorowiskami, w większości wyznawców Mahometa, otaczającymi większe miasta francuskie.  Legalne we Francji rozprowadzanie Biblii kończy się gwałtownymi rozruchami, jeśli tylko ktoś odważy się na dystrybucję Pisma Św. w „les banlieues”.
Współczynnik płodności kobiet w Holandii liczy sobie zaledwie 1.66.  I byłby znacznie niższy, gdyby nie milionowa armia emigrantów muzułmańskich.  Współczynnik płodności dla holenderskich muzułmanek wynosi bowiem około 3.  Rdzenni, post-chrześcijańscy Holendrzy wolą w aureoli prawa mordować swoich najmłodszych i najstarszych.

Rację miał Stefan Kisielewski, gdy pisał kiedyś, że „Europa straciła ducha wojownika”.  Gdyby tylko szło teraz o „duch wojownika”  Totalne odrzucenie przez Europę światopoglądu chrześcijańskiego dostarcza nowego ładunku wybuchowego potęgującej się bombie demograficznej muzułmanów.  Tej tykającej bombie, podkładanej Europie przez samych Europejczyków, którzy zatracili zdolność widzenia sensu życia ludzkiego poza tym, co jest teraz i tutaj.  I poza tym, co daje przyjemność lub komfort.  Wyłącznie samemu sobie.  Bez zobowiązań małżeństwa czy rodziny.  Bo, Europejczycy, w swojej ślepocie, przestali wierzyć w przyszłość na tyle, aby tę przyszłość przekazać następnym generacjom swoich potomków.
Rezultatem tego zaniku instynktu samozachowawczego rdzennych Europejczyków  jest ich poziom rozrodczości, głęboko poniżej poziomu prostej wymiany pokoleniowej.  Jesteśmy więc naocznymi świadkami samodestrukcji kultury i społeczeństwa.  W Europie zakorzeniają się zmiany cywilizacyjne.   Pojawia się kultura, którą nasz Rodak nazwał cywilizacją śmierci. 

Jednakże, aby narodziła się cywilizacja śmierci trzeba było wcześniej ogłosić „śmierć Boga” i Jego Świątyń.  I zamienić te świątynie na sale koncertowe i muzea.  Marginalizując wiernych jako dinozaurów, wsteczników, moherów i homofobów.  

Cóż więc niesie przyszłość?  Rezerwaty autochtonicznych Europejczyków, na wzór rezerwatów dla Indian w Ameryce Północnej czy aborygenów w Australii?  Europa jako muzeum wymarłej zachodniej kultury. Muzeum, obsługiwane przez podstarzałych, bezdzietnych autochtonów i entuzjastycznie zwiedzane przez demograficznie liczne, młode i demografią prężne narody islamu i Azji?

0 komentarzy: